Robot sprzątający potrafi realnie zdjąć z głowy większość codziennego odkurzania, ale wybór konkretnego modelu łatwo zamienia się w chaos: dziesiątki funkcji, marketingowe hasła i rozstrzał cen od kilkuset do kilku tysięcy złotych. Najrozsądniej podejść do tematu jak do zakupu sprzętu na lata, a nie sezonowego gadżetu. Poniżej zestawiono modele, które faktycznie robią różnicę w codziennym sprzątaniu – bez przepłacania za zbędne dodatki. Ranking uwzględnia nie tylko moc i funkcje, ale przede wszystkim bezproblemowe działanie w zwykłym mieszkaniu, z dywanami, kablami i „życiem na podłodze”.
Jak powstał ten ranking robotów sprzątających
Lista nie jest zbiorem przypadkowych bestsellerów ze sklepu, tylko próbą wyłapania modeli, które łączą trzy rzeczy: realnie dobrą efektywność sprzątania, sensowną obsługę na co dzień i uczciwą relację cena–możliwości. Wzięto pod uwagę przede wszystkim:
- skuteczność odkurzania na twardych podłogach i dywanach,
- jakość nawigacji i omijania przeszkód,
- komfort obsługi – aplikacja, harmonogramy, strefy zakazane,
- koszt eksploatacji: worki, filtry, części eksploatacyjne,
- opłacalność – co konkretnie dostaje się za dane pieniądze.
Roboty ze skrajnymi problemami (gubienie się, wieszanie na progach, wieczne zapychanie) zostały wycięte, nawet jeśli miały popularne logo. W zestawieniu znalazły się zarówno modele premium, jak i takie, które po prostu robią robotę za rozsądne pieniądze.
Dobry robot sprzątający to nie ten z największą liczbą funkcji w opisie, ale ten, którego po miesiącu używania praktycznie się nie zauważa – po prostu cicho robi swoje.
Ranking: najlepsze roboty sprzątające 2024/2025
Poniżej subiektywny, ale oparty na praktyce ranking robotów dostępnych na polskim rynku. Kolejność od topowego kombajnu do najbardziej opłacalnych budżetowców.
-
Roborock S8 Pro Ultra – dla wymagających i zapominalskich
Kompletny zestaw typu „postaw i zapomnij”. Stacja sama opróżnia pojemnik na kurz, myje i suszy mopy oraz dolewa wodę. System dwóch gumowych szczotek radzi sobie świetnie z dywanami i sierścią, a mop z wibracją faktycznie doczyszcza zaschnięte plamy lepiej niż klasyczne „szmatki”. Do tego jedna z najlepszych nawigacji na rynku – stabilne mapy, dobre omijanie przeszkód, rozsądne trasy.To sprzęt dla osób, które są w stanie wydać dużo, ale w zamian chcą mieć maksymalnie zautomatyzowane sprzątanie dużego mieszkania lub domu. Minusem jest wysoka cena i duża stacja dokująca, która potrzebuje trochę miejsca.
-
Dreame L10s Ultra – topowy kombajn z lepszą ceną
Funkcyjnie bardzo blisko Roborocka z automatyczną stacją: opróżnianie kurzu, mycie i suszenie mopów, uzupełnianie wody. Mopowanie odbywa się na dwóch obracających się padach, co dobrze radzi sobie z typowymi zabrudzeniami kuchennymi. Odkurzanie – bardzo solidne, spokojnie wystarczające do mieszkania z dywanami średniej wysokości.Sensowny wybór dla tych, którzy chcą „pełnego automatu”, ale nie chcą przepłacać za absolutnie topowy model. Różnice względem najdroższych konstrukcji to głównie detale w nawigacji i wykończeniu, mniej odczuwalne w codziennym użytkowaniu.
-
Ecovacs Deebot T20 Omni – mocny odkurzacz z dobrym mopowaniem
Cechą wyróżniającą jest podnoszenie mopów na dywanach, dzięki czemu robot może jeździć po całym mieszkaniu bez ryzyka moczenia dywanów. Stacja typu „wszystko w jednym” (opróżnianie, mycie mopów, suszenie). Odkurzanie stoi na bardzo wysokim poziomie, szczególnie na twardych podłogach i niskich dywanach.Model szczególnie wygodny tam, gdzie dywanów jest dużo i są rozsiane po kilku pokojach. Aplikacja Ecovacs ma sporo funkcji, choć wymaga krótkiego oswojenia – daje jednak dużą kontrolę nad strefami i harmonogramami.
-
iRobot Roomba j7+ (bez mopa) – świetny do dywanów i sierści
Jeden z bardziej „inteligentnych” odkurzaczy jeśli chodzi o omijanie kabli, butów, misek, a nawet zwierzęcych niespodzianek. System dwóch gumowych szczotek jest bardzo skuteczny na dywanach, nie wplątuje sierści tak mocno jak klasyczne włosie. Stacja samoczyszcząca w wersji „+” znacząco ogranicza opróżnianie pojemnika.Brak wbudowanego mopa może być wadą albo… zaletą. Dla wielu osób to czystsze, mniej problematyczne rozwiązanie: robot robi jedno, ale robi to dobrze. Dobry wybór do mieszkań z dużą ilością dywanów i zwierzętami.
-
Roborock Q Revo – rozsądny kompromis cena/funkcje
Robot ze stacją myjąco-opróżniającą, ale w bardziej przystępnej cenie niż topowy S8 Pro Ultra. Odkurzanie na bardzo dobrym poziomie, mopowanie na dwóch obrotowych padach – świetne do codziennego odświeżania podłogi. Nawigacja LiDAR zapewnia szybkie i logiczne sprzątanie bez chaotycznych przejazdów.Bardzo opłacalna propozycja do mieszkań 50–80 m², gdzie przydaje się zarówno sensowne odkurzanie, jak i regularne przecieranie podłóg, ale bez ambicji „sprzątania pałacu”. Jedna z bardziej uniwersalnych opcji w tym rankingu.
-
Xiaomi/Roborock S8 (bez stacji myjącej) – mocny zawodnik bez „wodotrysków”
Dla osób, które nie potrzebują automatycznego mycia mopów i opróżniania kurzu, a zależy im na dobrej jakości samego robota. S8 ma mocne ssanie, świetną nawigację LiDAR i bardzo dobrą aplikację. Mop jest, ale w wersji „podstawowej” – bardziej do regularnego odświeżania niż szorowania trudnych plam.Sensowny wybór, gdy budżet nie pozwala na pełny zestaw ze stacją, a jednocześnie nie chce się iść na kompromisy w kwestii skuteczności odkurzania i mapowania mieszkania.
-
Dreame D9 / D9 Max – rozsądny budżetowiec z LiDAR-em
Jeden z najczęściej polecanych robotów w niższej cenie. Oferuje porządną moc ssania, laserową nawigację i prosty mop. Bez rozbudowanej stacji, ale w zamian za to koszt zakupu jest zdecydowanie niższy. Na podłogach twardych radzi sobie bardzo dobrze, na dywanach akceptowalnie, jak na tę klasę cenową.Dobry wybór jako pierwszy robot sprzątający do mieszkania 40–60 m², szczególnie gdy większość podłóg to panele/płytki, a dywany są raczej niskie.
Jak wybierać robota sprzątającego – co faktycznie ma znaczenie
Przeglądając opisy robotów, łatwo skupić się na parametrach, które w praktyce niewiele zmieniają (jak przesadnie eksponowane „8000 Pa”). W codziennym użytkowaniu ważniejsze są inne rzeczy.
Nawigacja i mapowanie mieszkania
Sposób w jaki robot „widzi” mieszkanie, decyduje o tym, czy sprzątanie jest szybkie i skuteczne, czy chaotyczne i irytujące. Modele z LiDAR-em (laserem) skanują pomieszczenia i tworzą mapę, po której poruszają się logicznymi trasami – zwykle pasami w jedną i drugą stronę. To przekłada się na krótszy czas sprzątania i lepsze pokrycie powierzchni.
Tańsze roboty korzystające tylko z żyroskopu lub prostych czujników zderzeniowych jeżdżą bardziej „na ślepo”. W małym mieszkaniu może to jeszcze dać się zaakceptować, ale w większych przestrzeniach łatwo o pominięte fragmenty podłogi, szczególnie przy meblach i w narożnikach. Dlatego w większości przypadków warto dopłacić do robota z laserową nawigacją, nawet kosztem innych fajerwerków.
Drugim elementem jest stabilność map. Dobry robot zapisuje mapę mieszkania po 1–2 pierwszych przejazdach, a potem konsekwentnie się jej trzyma. Nie gubi pokoi po przestawieniu krzesła, nie „tworzy” nowych mieszkań, gdy otworzy się drzwi. Jeśli robot ma problemy z ciągłym przebudowywaniem mapy, użytkowanie staje się frustrujące niezależnie od specyfikacji.
Warto zwrócić uwagę, czy aplikacja umożliwia podział na pokoje, nadawanie im nazw oraz tworzenie stref zakazanych (np. okolice kabli, miski z wodą dla zwierzaka). To proste funkcje, które w praktyce decydują, czy z robota korzysta się na co dzień, czy tylko „od święta”.
Przy domach piętrowych znaczenie ma obsługa wielu map pięter. Lepsze modele potrafią rozpoznawać piętro automatycznie lub po prostu pozwalają przełączać mapy w aplikacji bez utraty zapisanych ustawień stref.
Moc ssania, szczotki i radzenie sobie z dywanami
Producenci prześcigają się w liczbach Pascalów, ale różnice na poziomie 4000 vs 6000 Pa nie zawsze przekładają się na spektakularny efekt. W praktyce ważniejsze jest połączenie kilku elementów:
- rodzaj szczotki głównej (guma sprawdza się lepiej przy sierści),
- automatyczne zwiększanie mocy na dywanach,
- dobre uszczelnienie kanału ssącego,
- sensowna konstrukcja szczotek bocznych (nie „rozrzucających” śmieci).
Do mieszkań z wieloma dywanami i zwierzętami najlepiej sprawdzają się roboty z gumowymi wałkami (np. Roomba) lub udanymi hybrydami szczotek, które mniej wplątują włosy. Tam, gdzie dominują panele i płytki, można postawić na modele o nieco mniejszej mocy, ale lepszej nawigacji.
Mopowanie – kiedy ma sens, a kiedy to tylko dodatek
Mop w robocie sprzątającym może być tylko wilgotną szmatką za robotem albo całkiem sensowną funkcją. Wersje podstawowe polegają na przeciąganiu nasączonej ściereczki – dobre do lekkiego odświeżenia podłogi, ale bez „efektu wow” przy zaschniętych plamach.
Bardziej zaawansowane konstrukcje mają wibrujące lub obracające się mopy. Taki ruch mechaniczny rzeczywiście zwiększa skuteczność czyszczenia, szczególnie w kuchni i przy wejściu. W połączeniu ze stacją myjącą mopy pozwala to utrzymywać podłogi w bardzo przyzwoitym stanie przy minimalnym zaangażowaniu.
Przy dużej liczbie dywanów warto rozważyć modele z podnoszonym mopem (np. T20 Omni), dzięki czemu nie trzeba ich wyznaczać jako stref zakazanych. Jeśli w mieszkaniu są głównie panele, a mop ręczny i tak jest w użyciu raz na tydzień, można spokojnie zostać przy prostszej wersji mopowania lub nawet z niego zrezygnować.
Stacja samoczyszcząca i myjąca – czy warto dopłacić
Stacje typu „wszystko w jednym” mocno podnoszą cenę zestawu, ale zmieniają też codzienny komfort. Przy robotach bez stacji trzeba:
- co kilka przejazdów opróżniać pojemnik na kurz,
- po każdym mopowaniu płukać ściereczki,
- regularnie dolewać i wylewać wodę z pojemników.
Dla części osób to żaden problem, dla innych – bariera, przez którą robot szybko ląduje w szafie. Stacja z automatycznym opróżnianiem pojemnika na kurz ma sens szczególnie tam, gdzie są zwierzęta albo alergicy: możliwość „odkurzania codziennie” bez dotykania kurzu robi różnicę.
Stacja myjąca mopy ma sens, jeśli robot ma mopowanie wykorzystywane regularnie. Przy dużych mieszkaniach i podłogach twardych staje się to faktycznym oszczędzaczem czasu – mopy są myte i suszone bez udziału domowników, co zmniejsza też ryzyko przykrych zapachów.
Jeśli budżet jest ograniczony, a mieszkanie niewielkie, lepiej postawić na dobrego robota bez stacji niż na słaby model „ze wszystkim”. Stację zawsze można dokupić tylko w wybranych ekosystemach – w wielu przypadkach trzeba od razu kupić kompletny zestaw.
Przy mieszkaniu 40–60 m² lepszy będzie solidny robot z dobrą nawigacją i bez stacji niż rozbudowany kombajn, który kiepsko sprząta lub gubi się między pokojami.
Podsumowanie: który robot sprzątający wybrać na start
Do dużych mieszkań i domów, gdzie priorytetem jest maksymalna automatyzacja, najlepiej sprawdzają się kompletne zestawy ze stacją myjąco-opróżniającą – Roborock S8 Pro Ultra, Dreame L10s Ultra czy Ecovacs T20 Omni. To wydatek spory, ale w zamian otrzymuje się sprzęt, który realnie odciąża z codziennych obowiązków.
W mieszkaniach średniej wielkości opłacalnym wyborem są modele typu Roborock Q Revo albo Xiaomi/Roborock S8 bez stacji – tu już jest dobra nawigacja, sensowne odkurzanie i rozsądne mopowanie, bez szaleństw cenowych. Dla osób z ograniczonym budżetem rozsądnym punktem wyjścia będzie Dreame D9/D9 Max, który pozwala sprawdzić w praktyce, czy robot sprzątający faktycznie pasuje do stylu życia domowników.
Najważniejsze, by patrzeć mniej na marketingowe hasła, a bardziej na nawigację, obsługę dywanów i stabilność działania. To te elementy decydują, czy po kilku miesiącach robot nadal jeździ codziennie, czy stoi w kącie jako drogi, ale nieużywany gadżet.
