Można zanieść pierścionek do jubilera albo samodzielnie sprawdzić w domu, czy to naprawdę złoto. W tym tekście wybrana będzie druga opcja.
W praktyce da się całkiem rozsądnie ocenić, z czym ma się do czynienia, korzystając tylko z oczu, magnesu, miski z wodą i kilku drobiazgów z domu. Nie zastąpi to profesjonalnej wyceny, ale pozwala odsiać oczywiste podróbki i uniknąć najgorszych wpadek. Domowe metody rozpoznawania złota są proste, o ile wie się, na co patrzeć i czego nie robić, żeby nie zniszczyć biżuterii.
Co to znaczy, że to „prawdziwe złoto”?
Przy złocie nie chodzi wyłącznie o to, czy coś „jest złote”, tylko z jakiego stopu jest wykonane. Czyste złoto to chemiczny pierwiastek Au, ale w biżuterii praktycznie zawsze występuje w stopach: z miedzią, srebrem, czasem palladem. Dzięki temu jest twardsze i mniej podatne na odkształcenia.
W Polsce i większości krajów europejskich używa się systemu prób. Najczęstsze to:
- Próba 333 – ok. 33,3% złota
- Próba 375 – ok. 37,5% złota
- Próba 585 – ok. 58,5% złota (najpopularniejsza biżuteria)
- Próba 750 – ok. 75% złota
- Próba 999 – praktycznie czyste złoto (sztabki, monety inwestycyjne)
Im wyższa próba, tym złoto bardziej miękkie, cięższe i zwykle o cieplejszym, głębszym odcieniu. Wiedza o próbach przydaje się przy domowych testach, bo pozwala lepiej interpretować wyniki – innej reakcji można spodziewać się po twardym stopie 333, a innej po miękkiej 750.
Złoto próby 585 jest standardem w biżuterii: łączy dobrą trwałość z wysoką zawartością złota, a jego kolor jest dla większości osób „tym klasycznym złotem”.
Oględziny pod światło – pierwszy i obowiązkowy krok
Każde sprawdzanie złota w domu powinno zacząć się od dokładnych oględzin. Wystarczy dobre światło dzienne lub mocna lampka i odrobina cierpliwości.
Na początek szukane są próby i znaki. W biżuterii powinny znajdować się:
- znak próby (np. 333, 585, 750)
- znak imienny producenta
- czasem znak urzędu probierczego
Umiejscowienie: wewnętrzna strona obrączek i pierścionków, zapięcia łańcuszków i bransoletek, wewnętrzne krawędzie kolczyków. Brak jakichkolwiek oznaczeń w nowej biżuterii to już sygnał ostrzegawczy, choć nie przesądza o podróbce. W starszych wyrobach znaki mogą być wytarte.
Warto też zwrócić uwagę na:
- przebarwienia – złoto nie powinno się łuszczyć ani „odchodzić” płatami
- inny kolor wytartych miejsc – jeśli pod złotym kolorem pojawia się srebrny lub miedziany, może to być jedynie pozłacanie
- łączenia i spawy – tanie podróbki często mają toporne, nierówne luty
Testy bez sprzętu: wzrok, dźwięk, dotyk, magnes
Już bez lupy da się sporo powiedzieć o podejrzanym „złocie”. Wystarczy patrzeć uważnie i nie zakładać z góry, że skoro się błyszczy, to jest cenne.
Proste obserwacje i „test codziennego noszenia”
Jeśli biżuteria jest używana na co dzień, dobrym sygnałem jest jej zachowanie po miesiącach noszenia. Prawdziwe złoto nie rdzewieje, nie robią się na nim zielone czy brązowe zacieki. Może się matowić, ale nie powinno pojawiać się łuszczenie czy plamy przypominające ścierającą się farbę.
Dobrym trikiem jest porównanie z czymś, o czym wiadomo, że jest złote (np. obrączka z salonu). Porównuje się:
- odcień koloru (zbyt żółty lub „cytrynowy” bywa podejrzany)
- połysk (złoto ma raczej ciepły, „miękki” blask, nie lustrzaną, zimną powierzchnię jak stal)
- szczegóły wykonania (tanie podróbki mają często ostre krawędzie, ślady odlewów)
Magnes, dźwięk i odczucie ciężaru
Złoto jest niemagnetyczne. Prosty test: zwykły magnes neodymowy (z marketu, z zabawki, z uchwytu na noże). Biżuteria z czystego złota lub z typowego stopu złota nie powinna być przyciągana. Minimalne „muśnięcie” nie przesądza, ale jeśli element wyraźnie się przykleja do magnesu, jest tam dużo innego metalu.
Dźwięk to test mało znany, ale używany przez niektórych jubilerów. Delikatne stuknięcie pierścionkiem o blat szklany lub porcelanę: złoto daje raczej miękki, przytłumiony dźwięk, w odróżnieniu od wysokiego, „blaszanych” tonów tanich stopów. Wymaga to jednak porównania z czymś, co na pewno jest zrobione ze złota.
Odczucie ciężaru:
Złoto jest ciężkie. Przy tej samej wielkości złoty pierścionek będzie wyraźnie cięższy niż stalowy czy mosiężny. Po kilku porównaniach ręka zaczyna „czuć” różnicę. To nie jest metoda precyzyjna, ale dobrze sprawdza się przy rażących podróbkach, które są podejrzanie lekkie.
Domowe testy z użyciem prostych środków
W domu można wykonać kilka popularnych testów bez użycia żrącej chemii. Warto podejść do nich z dystansem: każdy z osobna nie daje stuprocentowej pewności, ale razem budują całkiem wiarygodny obraz.
Woda i test gęstości „na szybko”
Prawdziwe złoto ma bardzo wysoką gęstość – ok. 19,3 g/cm³. W praktyce oznacza to, że małe przedmioty są podejrzanie ciężkie. W domowych warunkach można zrobić uproszczony test:
- Wziąć małe naczynie z wodą (np. szklankę).
- Delikatnie włożyć biżuterię do środka.
- Obserwować, jak szybko opada na dno.
Złoto tonie szybko i zdecydowanie, praktycznie od razu ląduje na dnie. Lekkie podróbki z aluminium czy pustych odlewów zachowują się inaczej – potrafią „kołysać się” przy opadaniu. To bardziej test poglądowy, ale często wystarczy, żeby wyłapać najtańszy szmelc.
Test na naczyniu ceramicznym
Potrzebny jest nieglazurowany spód białego talerza lub kawałek ceramiki technicznej. Metoda:
- Oczyścić spód talerza, żeby nie było brudu i tłuszczu.
- Delikatnie przesunąć złotym elementem po powierzchni, jak kredą.
Prawdziwe złoto pozostawia delikatną złotą smugę. Wiele podróbek – ciemnoszarą lub czarną. Trzeba robić to ostrożnie, szczególnie przy gładko polerowanej biżuterii, żeby nie porysować powierzchni. Przy grubych łańcuchach czy masywniejszych pierścionkach ten test jest mniej ryzykowny.
Ocet, kosmetyki, środki czystości
W internecie popularne są „testy” z użyciem octu, pasty do zębów, wody utlenionej czy mleczek do czyszczenia. Warto podejść do tego z rezerwą.
Ocet – złoto reaguje bardzo słabo lub wcale, za to inne metale mogą ciemnieć lub zmieniać kolor. Kroplę octu można nanieść na mało widoczne miejsce i odczekać kilka minut. Jeśli pojawia się nalot, zacieki, przebarwienia – znak, że stop jest podejrzany. Problem w tym, że niektóre legalne stopy też mogą zareagować, szczególnie przy niskich próbach.
Pasta do zębów – częsty „domowy patent”. Wielu jubilerów odradza takie praktyki. Pasta jest lekko ścierna, może zmatowić powierzchnię lub porysować delikatne elementy. Zdarza się, że po takim „teście” biżuteria wygląda gorzej, choć była autentyczna.
Zdecydowanie rozsądniej używać miękkiej ściereczki do biżuterii lub specjalnych preparatów, a nie eksperymentować z przypadkowymi środkami z łazienki.
Dla złota groźniejsze są złe metody czyszczenia niż samo codzienne noszenie. Wielu właścicieli niszczy autentyczną biżuterię, „testując” ją agresywną chemią.
Lupa, waga i trochę precyzji
Jeśli w domu jest lupa jubilerska x10 (albo choć dobra lupa ręczna) oraz waga kuchennej klasy, można podejść do sprawy dokładniej.
Odczytywanie prób i mikroszczegółów
Lupa pozwala zobaczyć to, czego gołym okiem nie widać: krawędzie stempli, jakość grawerunku, mikrozarysowania. Prawdziwe złoto (szczególnie wyższych prób) ma tendencję do delikatnego „rozpływania się” na krawędziach znaków przy wieloletnim noszeniu. Zbyt ostre, idealne oznaczenia w „starej” biżuterii budzą podejrzenia.
Pod lupą dobrze widać też:
- czy warstwa złota nie odchodzi od innego metalu
- czy w zarysowaniach nie ma innego koloru
- czy grawer i struktura są spójne – w podróbkach często widać chaotyczne, maszynowe ślady
Czasem widać oznaczenia typu GP, GEP, HGE – to skróty informujące o pozłacaniu (gold plated, gold electro plated, heavy gold electroplate). W takiej sytuacji wiadomo już, że nie jest to wyrób pełnozłoty, tylko pokryty złotem.
Ważenie i porównanie z innymi metalami
Nawet prosta waga kuchenna z dokładnością do 0,1 g jest zaskakująco pomocna. Jeśli w domu są dwa podobne pierścionki – jeden na pewno ze złota, drugi podejrzany – warto je zważyć i porównać. Przy porównywalnych wymiarach złoty wyrób powinien być zauważalnie cięższy niż stalowy czy mosiężny.
Przy większej liczbie elementów można nawet prowadzić małą „bazę porównawczą” – notować wagę i wymiary obrączek, łańcuszków, bransoletek, o których wiadomo, z jakiej są próby. Po kilkunastu przykładach oko i ręka zaczynają lepiej wyczuwać, co jest w normie, a co dziwnie lekkie jak na swój rozmiar.
Czego lepiej nie robić w domu
Niektóre „internetowe triki” bardziej szkodzą, niż pomagają. Warto mieć jasną listę rzeczy, których lepiej unikać.
- Kwasy probiercze – bez doświadczenia można zniszczyć biżuterię i podrażnić skórę. W domowych warunkach lepiej tego nie używać.
- Mocne tarcie pilnikiem – odsłoni co jest pod spodem, ale jednocześnie zdewastuje wyrób, szczególnie cienkie pierścionki czy zapięcia.
- Testy „nad ogniem” – podgrzewanie nad płomieniem może zdeformować delikatne elementy, uszkodzić kamienie, zmatowić powierzchnię.
- Domowa elektrochemia – wszelkie eksperymenty z prądem, solą, sodą i drutami miedzianymi częściej kończą się katastrofą niż sukcesem.
Jeśli biżuteria ma wartość sentymentalną (rodzinna obrączka, pamiątka po dziadkach), nie warto ryzykować jej wyglądu tylko po to, żeby „na siłę” udowodnić sobie, że to złoto. Bezpieczniejsze są metody nieinwazyjne, a w razie wątpliwości – wizyta u fachowca.
Kiedy domowe metody to za mało
Domowe testy pozwalają oddzielić oczywiste podróbki od rzeczy potencjalnie wartościowych. Jeśli przedmiot:
- przeszedł pozytywnie test magnesu
- nie rdzewieje i nie łuszczy się
- ma sensowne oznaczenia próby
- jest wyraźnie ciężki jak na swój rozmiar
— wtedy jest sens iść krok dalej i skonsultować się z jubilerem lub w urzędzie probierczym. Tam dostępne są:
- kwasy probiercze używane w kontrolowanych warunkach
- analiza spektrometryczna, która pokaże skład stopu
- dokładne ważenie i pomiary, przydatne przy wycenie
W praktyce domowe metody najlepiej traktować jak filtr wstępny. Jeśli coś obleje taki zestaw testów, jest duża szansa, że faktycznie ma do czynienia się ze złotem lub przynajmniej porządnym stopem – i wtedy warto zadbać o profesjonalną wycenę zamiast dalej eksperymentować samodzielnie.
